Prywatność użytkownika
Niniejsza Polityka dotycząca plików cookies (ciasteczek) odnosi się zarówno do innych podobnych technologii oraz do wszystkich stron internetowych i należących do PolBox.TV aplikacji dla urządzeń mobilnych.
Przez korzystanie ze Strony PolBox.TV wyrażasz zgodę na używanie plików cookies oraz innych podobnych technologii zgodnie z tą Polityką dotyczącą plików cookies. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie przez nas plików cookies i/lub innych podobnych technologii, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki w odpowiedni sposób lub zrezygnować z korzystania z naszego serwisu internetowego.
Absolutnie niezbędne pliki cookie
Te pliki cookie są niezbędne do funkcjonowania witryny internetowej i nie możesz wyłączyć ich w naszych systemach. Zwykle są one instalowane tylko w odpowiedzi na Twoje działania, które są równoznaczne z zapytaniem o usługę taką, jak, na przykład, konfiguracja ustawień prywatności, logowanie lub wypełnianie formularzy. Możesz ustawić w swojej przeglądarce blokowanie lub ostrzeżenie o tych plikach cookie, ale wówczas niektóre części witryny mogą nie działać prawidłowo.
Używane pliki cookie
- SID (session PHP), - __session:Polbox
Królowie świata: zwierciadło współczesnej Kolumbii
Kolumbijczycy mają określenie na ludzi, o których kraj przestał się upominać, a film Mory zaczyna się dokładnie w tym miejscu — w szarym szumie miasta, które pożera ludzi w całości.
Oglądaj «Królowie świata» po polsku w PolBox.TV
Ra, Culebro, Sere, Winny, Nano. Życie było dla nich okrutne, odkąd wychowywali się głównie nawzajem. Pewnego dnia Ra otrzymuje list. Ziemia jego babci, odebrana podczas konfliktu zbrojnego, zostaje mu zwrócona w ramach kolumbijskiego programu restytucji. Problem polega na tym, że znajduje się ona gdzieś wysoko w górach. Ruszają więc w drogę. Cała piątka, bo dokąd mieliby pójść.
Im dalej od miasta, tym bardziej film zwalnia i nabiera oddechu. Mora filmuje przejście od miejskiego betonu do górskiej zieleni jako coś stopniowego i niemal fizycznego. Sekwencje w dżungli niosą ze sobą inne światło — cieplejsze, cięższe, wręcz gorączkowe — a film zaczyna robić coś rzadkiego: pozwala krajobrazowi myśleć. Długie ujęcia koron drzew i mgły trwają tak długo, aż przestajesz oglądać scenerię, a zaczynasz obserwować nastrój. Czujesz ciężar tego, ku czemu zmierzają ci młodzi mężczyźni, zanim ktokolwiek wypowie choć jedno słowo.
Laura Mora i język wizualny filmu
Żaden z tej piątki nie jest profesjonalnym aktorem. Mora znalazła ich na kolumbijskich ulicach i nie próbowała wymazać z nich tej ulicznej tożsamości. Całą ich historię i głęboką wzajemną miłość można dostrzec, patrząc jedynie na ich twarze.
Los Reyes del Mundo — Królowie świata. Ten film jest szczery, co stanowi w nim rzecz najbardziej wywrotową. Ci młodzi mężczyźni — bez własności, dokumentów czy czegokolwiek, co uznaje państwo — przemierzają krajobraz, by odzyskać coś, co konflikt zbrojny wymazywał przez dekady. Mora tego nie wyjaśnia. Ufa, że widok pięciu osób idących w stronę ziemi, która została im skradziona, niesie ze sobą wystarczające przesłanie.
Reżyserka zdobyła za to dzieło Złotą Muszlę w San Sebastián. Zasłużyła na nią, tworząc film, który ufa ciszy, ufa twarzom i ufa widzowi, że ten wytrwa w dyskomforcie bez potrzeby natychmiastowego rozwiązania problemów. Gdy dzieje się coś smutnego, nie podkreśla tego nadmiernie. Gdy coś jest piękne, nie celebruje tego zbyt długo.
Mora umiejętnie miesza brutalną rzeczywistość z elementami onirycznymi. Niektóre sceny przypominają halucynacje, jak choćby biały koń wyłaniający się z mgły czy opuszczone rezydencje pochłaniane przez dżunglę. To nie jest po prostu «film drogi»; to współczesna odyseja, w której granica między rzeczywistością a marzeniem o posiadaniu domu jest zawsze zatarta.
Czy warto obejrzeć «Królów świata»?
Królowie świata to zwierciadło współczesnej Kolumbii — kraju próbującego uleczyć rany po dekadach konfliktu. Historia odzyskiwania skradzionej ziemi opowiedziana jest poprzez osobisty ból pięciu nastolatków, a nie poprzez politykę. Ci chłopcy nie mają nic prócz wątłej nadziei na mały kawałek ziemi, który niegdyś należał do ich przodków. To potężna opowieść o ludzkim prawie do godności i miejsca, które można nazwać domem.
Pod koniec historia nabiera realnego ciężaru — nie abstrakcyjnego ciężaru słusznego tematu, ale ciężaru ludzi, których zdążyliśmy poznać, poruszających się w świecie, który nigdy niczego im nie ułatwiał. I mimo to próbujących dalej.